Witaj Gościu, dziś jest
dodaj do ulubionych startuj z nami kontakt
Dzień N/A °C Wilgotność: % Wiatr: prędkość km/s kierunek °
NocN/A °C Wilgotność: % Wiatr: prędkość km/s kierunek °
Mapy




Dzień N/A °C Wilgotność:% Wiatr: prędkość km/s kierunek °
NocN/A °C Wilgotność: % Wiatr: prędkość km/s kierunek °
Dzień N/A °C Wilgotność: % Wiatr: prędkość km/s kierunek °
NocN/A °C Wilgotność: % Wiatr: prędkość km/s kierunek °
Koło Naukowe Astronomów Turcja 2006 - Relacja z wyprawy na zaćmienie Słońca

Autor: Koło Naukowe Astronomów



 

Trzy tygodnie do wyjazdu- kompletna tragedia. Okazuje się, ze nie ma ani busa, którym mieliśmy jechać my, ani dostawczaka, który miał wieźć nasz sprzęt. Część ekipy, nie wierząc w powodzenie wyprawy, wycofuje się z jej organizacji. Praktycznie jesteśmy w proszku. Zorganizowanie od zera takiej wyprawy w trzy tygodnie i to w trakcie zimowej sesji egzaminacyjnej wydawało się kosmiczną niemożliwością. A skoro kosmos- to jest to zadanie dla Koła Naukowego Astronomów.

Dwa tygodnie do wyjazdu- Wyprawa wciąż wisi na włosku. Na szczęście jest Internet, a raczej mnóstwo życzliwych ludzi, z którymi można się dzięki niemu skontaktować. Wciąż nie mamy czym jechać. Tonący brzytwy się chwyta i okazuje się, że to nie brzytwa, a wygodna deska surfingowa: znajomy Tomka z motoryzacyjnego forum internetowego decyduje się pożyczyć nam samochód. Drugim dobroczyńcą jest tato Marzenki, który pożyczy swoją terenówkę (daewoo musso). Wszystko zaczyna się układać- mamy 10 miejsc i 8 uczestników, ale na zwolnione miejsca w ekipie znajdują się chętni spoza koła naukowego. Dziekan obiecuje nam pieniądze. Słowaccy wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti podają nam mnóstwo użytecznych informacji dotyczących winiet i trasy przejazdu przez ich kraj, a także Węgry. Marcin i Artur decydują się pożyczyć nam swoje teleskopy. Znaleźliśmy sponsora; firma bagazniki.net.pl wypożyczy nam nieodpłatnie kufer, w którym bezpiecznie będziemy mogli przewieźć sprzęt. Znajomi z dawnych harcerskich czasów pożyczą nam CB radia, więc będzie porozumienie miedzy samochodami. Super- jedziemy!!!

Opis: może wygląda sympatycznie, ale to siedziba biurokratycznego potwora
Autor: Tomasz Oryński

Ostatni tydzień przed wyjazdem- Prawa Murphy'ego dają znać o sobie. Samochód z Internetu ulega rozbiciu- na szczęście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i zamiast skody felicii dostajemy forda scorpio na gaz. Wielka, wygodna limuzyna, a do tego taniej jeździ! Tymczasem nawarstwiają się problemy biurokratyczne- okazuje się na przykład, że studenci nie mają prawa do wliczenia kosztów paliwa w budżet wyjazdu. Student powinien poruszać się li i jedynie komunikacją zbiorową. Argumentujemy, że samochodami jest o połowę taniej, o wiele wygodniej, po za tym mamy dużo sprzętu, a na środek pustyni pociągi nie jeżdżą. Panie w Dziale Młodzieżowym rozkładają tylko bezradnie ręce; taki jest przepis i już. Na szczęście nasze nieocenione panie z dziekanatu znajdują rozwiązanie. Na resztę problemów z Działem Młodzieżowym lekiem okazała się zmiana władz koła. Świetnie! Udało się nam uporać z największą przeszkodą, czyli biurokracją. Każdy samochód ma opasłą teczkę dokumentów- tłumaczone na 6 języków upoważnienia od właścicieli, ubezpieczenia, zielone karty... Wszystko wydaje się zapięte na ostatni guzik i wtedy nagle grom z jasnego nieba: zgubiła się czarna tablica rejestracyjna z musso. Nie ma jak dorobić, trzeba wymienić, ale razem z dowodem rejestracyjnym, na który czeka się dwa tygodnie. Co robić? Znowu pomocą służyło zaprzyjaźnione forum motoryzacyjne, udało nam się nawet nawiązać kontakty ze światem przestępczym, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na jazdę na dowodzie tymczasowym; liczyliśmy na to, że poza UE nie będą się znali na naszych dokumentach... I udało się!

Przeddzień wyjazdu - Postanawiamy nie pakować samochodów w przeddzień, ale rankiem: "bo co to jest za problem, każdy wrzuci swój plecak i pojedziemy"- później okazuje się to fatalnym błędem. Ja jadę po scorpio, a wieczorem, sprawdzając poziom oleju i uzupełniając płyny, gubię kluczyki. Po półtoragodzinnym poszukiwaniu, łącznie z przeszukiwaniem szczelin między kostkami brukowymi na jezdni, pomagający mi brat odnajduje je w szczelinie między tunelem wału napędowego a fotelem... Uff.

Dzień wyjazdu: Na zbiórkę w umówionym miejscu i czasie, tak jak było ustalone, zjawili się uczestnicy wyprawy, czyli ósemka wyruszająca w trasę z Wrocławia. Są to członkowie naszego koła: Teresa Piskorska, Radek Sadowski, Maciek Zapiór (astronomia, UWr), Tomek Oryński (fizyka, UWr) i Marzenka Prętka (fizyka, PWr) oraz dwoje członków koła naukowego astronomów z Torunia - Maja Kaźmierczak i Marcin Lewandowski, a także mający pełnić funkcję przewodnika od strony turystycznej, Staś Karolewski (student historii sztuki UWr).

Opis: Radek gotowy do odjazdu
Autor: Maja Kaźmierczak

Z pozostałymi uczestniczkami, czyli naszą koleżanką z koła, Ewą Zahajkiewicz oraz studentką turystyki z krakowskiej AE, Martą Mazurek, umówieni jesteśmy w Bielsku- Białej. Tymczasem okazuje się, że nasze samochody wcale nie są tak wielkie, jak nam się wydawało (albo nasze bagaże wcale nie są takie małe)... co owocuje wielkim remanentem w bagażach, podrzuceniem części z nich do domu i w konsekwencji (wraz z kolejkami na stacjach paliw i żmudną procedurą brania faktur) ponad dwugodzinnym opóźnieniem startu wyprawy. Po drodze do Bielska tracimy kolejne godziny na korki na trasie objazdu na Śląsku oraz wychodzi na jaw, że jedno z CB nie działa...

Opis: Na Słowacji wybraliśmy mniej uczęszczane drogi, aby nie kupować winiet. Ubocznym skutkiem tej decyzji były urocze miejsca, przez które musieliśmy przejechać.
Autor: Radek Sadowski

Załoga w musso jedzie do supermarketu na ostatnie zakupy, zaś Tomek z toruniakami (którzy zyskali już przezwisko pierników) "zbieramy dziewczyny" z Bielska i zostawiamy u Marty niepotrzebne nam uszkodzone CB radio. Wkrótce potem doganiamy drugą ekipę i zmierzamy ku granicy słowackiej. Okazuje się prawdą to, przed czym nas ostrzegano: po drodze możemy spodziewać się dziurawych dróg. Co prawda miano na myśli Serbię i Bułgarię, ale to droga z Żywca do Zwardonia okazuje się najgorszym odcinkiem na całej trasie. Istny poligon!

Przez Słowacje przejazd jest bardzo przyjemny, po drodze zatrzymujemy się pod ruinami zamków w pięknej dolinie przecinającej Małą Fatrę (specjalnie)

Autor: Maja Kaźmierczak

oraz zwiedzamy urocze górskie miasteczko ("niechcący").

Autor: Tomasz Oryński

Do granicy węgierskiej dojeżdżamy już o zmroku i wychodzi na jaw kolejne niedopracowanie naszej wyprawy- w drodze na zaćmienie stracimy 3 godziny: jedną przez zmianę czasu z zimowego na letni, a dwie z powodu przekraczania stref czasowych. Oczywiście na zaćmienie jedzie banda astronomów, ale nikt o tym nie pomyślał. Widać szewc bez butów chodzi... Decydujemy się poszukać noclegu w Budapeszcie, co jednak poza odwiedzeniem paru pięknych miejsc (w tym Cytadeli)

Opis: panorama z Cytadeli
Autor: Tomasz Oryński

oraz obejrzeniem z okien samochodu miasta "by night" nie daje żadnych rezultatów. Musimy jechać dalej, na umówiony camping. Niestety zmęczenie kierowców daje się we znaki, więc podejmujemy decyzję szukania noclegu wcześniej. Znaleziony motel okazuje się dość drogi, jednak chętni na spanie w samochodach zostają przegłosowani. Ta decyzja da znać o sobie w drodze powrotnej... Przed snem gromkim "sto lat" i symbolicznym tortem celebrujemy urodziny Ewy.

Wyprawy dzień drugi- "cały dzień samochód gnał, nie było postoju by zdążyć na czas..." Pięknego niedzielnego ranka wita nas nowa niespodzianka- scorpio złapał kapcia. Zmieniamy więc szybko koło i wyruszamy na poszukiwanie zakładu wulkanizacyjnego, czyli, jak to się ładnie nazywa na Węgrzech, gumiszerwizu. Okazuje się, że Węgrzy szanują się bardziej niż Polacy i ciężko jest znaleźć cokolwiek otwartego w niedzielę. W końcu trafiamy do przydrożnego wulkanizatora, gdzie sympatyczny pan Laszlo wyciąga z naszej opony metalowego wióra, a my w tym czasie jemy śniadanie.

Opis: w oczekiwaniu na naprawę koła
Autor: Marcin Lewandowski

Węgry robią na nas wrażenie- jest to ładny kraj, wszędzie czysto i nawet stare trabanty czy żuki są zazwyczaj o wiele bardziej zadbane niż u nas. Do granicy dojeżdżamy piękną autostradą i po opuszczeniu Węgier z pięknego terminala przedostajemy się na dziurawą drogę, na której stoi pokraczny mały barak- witamy w Serbii i Czarnogórze. Nim jednak doszło do kontroli granicznej, musieliśmy zdezynfekować pojazdy, przy czym przejazd przez nasączone tajemniczym płynem gąbki jest jedynie elementem pobocznym towarzyszącym zainkasowaniu przez panów wyglądających na lokalnych dresiarzy 3 euro od auta.

Opis: Jak widać w Serbii też mają wyprzedaże w Ikei.
Autor: Tomasz Oryński

Po pokonaniu granicy znaleźliśmy się na drodze, na której ilość wyrw napawała nas prawdziwym przerażeniem. Na szczęście już po około dwóch kilometrach wyjechaliśmy na będącą w budowie (co oznacza na razie jednopasmową) autostradę o zaskakująco dobrej nawierzchni i niedużym- w porównaniu do Polski- ruchu. Przejazd przez Belgrad także nie stanowił problemu, więc zatrzymując się tylko kilkakrotnie na stacjach paliw i bramkach opłat autostradowych (żeby nasz kraj miał takie piękne autostrady jak tamta biedna, zniszczona wojną Serbia), dojechaliśmy do Niszu. Tam, zgodnie z zaplanowaną trasą, zjechaliśmy na górską ścieżynkę piętnastej kategorii (objazd).

1234»8
Valid CSS! Valid HTML 4.01! mysql.com php.net weather.com © 2004-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone by Koło Naukowe Astronomów
Polityka Prywatnosci
Pomysł&Webmajstering&Wykonanie Marcin Giełda
INFO

Twoja przeglądarka:
inna
Twój IP: 54.80.227.237
Testowana pod: Firefox1.5+, Opera 9.*
Najlepszy Disp.: 1024*768+
Kodowanie: iso-8859-2
Czas generowania
strony: 0.625s
      firefox_logo       opera_logo       browsehappy_logo

STAT
Wizyt
dziś
209
ogółem
1332974
Unikatowych
dziś
209
ogółem
1325574
On-line
gości
3
użytkowników
0
Odsłon: 2578690